.jpg)
Często szukamy odpowiedzi u ekspertów, w podcastach albo w mądrych książkach. I choć to świetne źródła wiedzy, zapominamy o jednym, najważniejszym specjaliście od naszego życia: o nas samych.
Od pewnego czasu stosuję na sobie autocoaching. Nie, nie polega to na staniu przed lustrem i mówieniu „jesteś zwycięzcą”. To konkretny proces zadawania sobie pytań, które otwierają głowę i pozwalają wyjść z mentalnych kolein. Oto jak to robię krok po kroku.
Najtrudniejszy pierwszy krok to przestać narzekać na okoliczności, a zacząć szukać wpływu. Zamiast pytać: „Dlaczego to mi się znowu przytrafiło?”, pytam:
Autocoaching „w głowie” rzadko działa – myśli zbyt łatwo uciekają. Moim sekretem jest zeszyt. Przelanie wątpliwości na papier sprawia, że problem nagle staje się mniejszy i łatwiejszy do opanowania. Widząc swoje myśli czarno na białym, łatwiej wyłapać błędy poznawcze (np. „zawsze mi nie wychodzi”).
„Gdyby mój najlepszy przyjaciel przyszedł do mnie z tym samym problemem, co bym mu doradził?” Zaskakujące, jak bardzo jesteśmy mądrzy i wyrozumiali dla innych, a jak surowi dla siebie. Ta zmiana perspektywy często daje gotowe rozwiązanie w 30 sekund.
Autocoaching to w dużej mierze umiejętność zadawania sobie właściwych pytań. Przygotowałam dla Was trzy zestawy, które możecie wykorzystać od razu:
Autocoaching nie zastąpi terapeuty czy profesjonalnego coacha w kryzysowych momentach, ale na co dzień daje niesamowite poczucie sprawstwa. Przestajesz czekać na ratunek z zewnątrz, bo uczysz się, jak samodzielnie budować mosty nad swoimi trudnościami.
Jak z tym pracować? Nie musisz odpowiadać na wszystkie pytania na raz. Wybierz jedno, które najbardziej z Tobą rezonuje i zapisz odpowiedź. Zdziwisz się, jak szybko Twój mózg przełączy się z trybu „panika” na tryb „rozwiązanie”.
A Ty? Jakie pytanie zadałbyś sobie dzisiaj, gdybyś wiedział, że znasz na nie najlepszą odpowiedź?
Z Miłością ❤
Ela
